Czyli… z czym warto nauczyć się żyć trochę spokojniej na emigracji?
Czasami największe zmęczenie nie bierze się z pracy, dzieci czy obowiązków… tylko z ciągłego napięcia, że musimy wszystko ogarniać perfekcyjnie. Na emigracji bardzo łatwo wpaść w pułapkę porównywania się, presji i życia w ciągłym „muszę”.
MINDSETPRACA W NIEMCZECHKOBIETA NA EMIGRACJIMAMA NA EMIGRACJI
N.Cordero-Hilcher
5/25/20265 min read
Czyli… z czym warto nauczyć się żyć trochę spokojniej?
Czasami mam wrażenie, że wiele kobiet w Niemczech żyje w trybie ciągłego napięcia. Takiego cichego, codziennego napięcia, którego nawet już nie zauważamy. Budzik rano, szybka kawa, dzieci, obowiązki, praca albo szukanie pracy, wiadomości z Jobcenter, niemieckie formularze, które wyglądają jakby były pisane szyfrem wojskowym, i jeszcze gdzieś pomiędzy tym wszystkim my same. Nasze marzenia, zmęczenie, potrzeba spokoju i pytanie, które wraca wieczorem najczęściej wtedy, kiedy wszyscy już śpią: „Czy ja naprawdę dobrze prowadzę swoje życie?”
I wiesz co?
Myślę, że wiele z nas za długo próbuje być silnych we wszystkim jednocześnie. Chcemy być dobrą mamą, odpowiedzialną pracownicą, partnerką, kobietą, która „daje radę”, która się rozwija, ogarnia język, planuje przyszłość i jeszcze najlepiej wygląda przy tym spokojnie i pewnie siebie. A potem przychodzi zwykły dzień i rozsypujemy się psychicznie, bo pani w urzędzie powiedziała coś, czego nie zrozumiałyśmy, albo ktoś odrzucił nasze CV i nagle wraca stare myślenie: „Może ja się po prostu do tego nie nadaję…”
Tylko że bardzo często problemem nie jest brak kompetencji. Problemem jest to, że jesteśmy dla siebie tak niesamowicie surowe. W pracy coachingowej i pedagogicznej widzę to cały czas. Kobiety, które mają ogromne doświadczenie życiowe, siłę, kompetencje, przeżyły emigrację, wychowują dzieci w obcym kraju, uczą się funkcjonować od nowa… a mimo to patrzą na siebie wyłącznie przez pryzmat braków. Za słaby niemiecki. Za małe doświadczenie tutaj. Za późno na zmianę. Za mało pewności siebie.
A przecież rozwój zawodowy nie zaczyna się od perfekcyjnego CV. On zaczyna się dużo wcześniej. Od relacji ze sobą. Od tego, jak myślisz o sobie, kiedy nikt nie słucha. Od tego, czy potrafisz zauważyć własne zasoby, czy tylko własne deficyty. Czasami naprawdę warto nauczyć się podchodzić do niektórych rzeczy bardziej spokojnie. Nie dlatego, żeby przestać być ambitną. Tylko dlatego, żeby w końcu przestać żyć w ciągłym wewnętrznym alarmie. Na przykład do tego, że nie musisz mieć całego planu na życie już teraz.
Mam wrażenie, że wiele kobiet na emigracji czuje ogromną presję, żeby „w końcu wiedzieć”. Wiedzieć, jaka praca będzie najlepsza. Wiedzieć, czy warto robić kurs. Wiedzieć, czy zostać w Niemczech. Wiedzieć, czy się przebranżowić. A prawda jest taka, że życie zawodowe bardzo rzadko układa się liniowo. Czasami trzeba przejść przez kilka zakrętów, żeby w końcu odkryć, czego naprawdę chcemy. Czasami dopiero praca, która kompletnie do nas nie pasuje, pokazuje nam bardzo wyraźnie, czego już nigdy więcej nie chcemy doświadczać. I to też jest cenna wiedza.
Poznawanie siebie zawodowo przypomina trochę układanie puzzli. Najpierw widzisz pojedyncze elementy i kompletnie nie rozumiesz, co z tego ma powstać. Dopiero po czasie zaczyna układać się obraz.Myślę też, że warto spokojniej podchodzić do opinii innych ludzi. Szczególnie tutaj, na emigracji, gdzie tak łatwo zwątpić w siebie. Wystarczy jeden komentarz typu: „Bez perfekcyjnego niemieckiego i tak nie znajdziesz dobrej pracy” albo „W tym wieku chcesz zaczynać od nowa?” i nagle człowiek czuje się znowu mały. Ale ludzie bardzo często projektują na nas własne ograniczenia. To, że ktoś czegoś nie zrobił, nie oznacza, że Ty też nie możesz.
Pamiętam rozmowę z jedną kobietą, która bała się wysłać CV do niemieckiej firmy, bo uważała, że „na pewno się nie nadaje”. Miała doświadczenie, była odpowiedzialna, świetnie pracowała z ludźmi, ale w głowie ciągle słyszała: „Jeszcze za mało umiesz.” Kiedy w końcu odważyła się spróbować, dostała pracę szybciej, niż się spodziewała. Nie dlatego, że nagle stała się idealna. Po prostu przestała czekać na moment, w którym przestanie się bać. I chyba właśnie z tym też warto nauczyć się żyć spokojniej z tym, że strach będzie czasem siedział obok nas. Nie zniknie całkowicie. Ale nie musi prowadzić naszego życia.
Bardzo dużo kobiet żyje też w ogromnym napięciu związanym z produktywnością. Jeśli nie robią czegoś „pożytecznego”, od razu pojawia się poczucie winy. Odpoczynek wydaje się stratą czasu. Tymczasem organizm i psychika naprawdę mają swoje granice.Czasami nie potrzebujesz kolejnego kursu motywacyjnego. Czasami potrzebujesz po prostu jednego spokojnego popołudnia bez wyrzutów sumienia. Spaceru. Ciszy. Rozmowy z kimś, przy kim nie musisz nic udowadniać.
I wiesz co jeszcze zauważyłam?
Że kobiety bardzo często umniejszają swoim małym sukcesom. A przecież sukcesem jest też pójście samej do urzędu mimo stresu. Wysłanie pierwszego CV po niemiecku. Odebranie telefonu, którego wcześniej się bałaś. Rozmowa kwalifikacyjna, nawet jeśli nie dostałaś tej pracy. To wszystko buduje pewność siebie dużo bardziej niż wielkie motywacyjne hasła.
Dlatego jednym z najlepszych „trików”, jakie naprawdę działają, jest nauczenie się zauważania własnych małych kroków. Nie tylko wielkich osiągnięć. W workbookach często zachęcam kobiety do tworzenia swojego „słoiczka sukcesów”, do zapisywania sytuacji, z których są dumne, nawet jeśli wydają się drobne. Bo kiedy przychodzi kryzys, właśnie te małe dowody przypominają nam, że już tyle razy dałyśmy sobie radę.
Drugą ważną rzeczą jest zadawanie sobie pytania: „Czy ja naprawdę muszę robić to perfekcyjnie?”
Bardzo często odpowiedź brzmi: nie. Nie musisz mówić idealnie po niemiecku, żeby zacząć budować swoje życie zawodowe. Nie musisz mieć wszystkiego dopracowanego. Nie musisz znać odpowiedzi na każde pytanie. Perfekcjonizm często tylko pięknie ukrywa lęk przed oceną i porażką.
I chyba najważniejsze… warto nauczyć się podchodzić spokojniej do samej siebie. Nie jak do projektu do naprawy.Nie jak do kogoś, kto ciągle jest „jeszcze niewystarczający”. Tylko jak do kobiety, która naprawdę dużo już przeszła i nadal próbuje budować coś dla siebie od nowa.A to wymaga ogromnej odwagi.Życzę Ci, żebyś coraz częściej dawała sobie prawo do odpuszczenia tego, czego nie musisz już dźwigać sama. Żebyś nauczyła się spokojniej patrzeć na siebie, swoje tempo i swoją drogę. I żebyś pamiętała, że nawet małe kroki mogą zaprowadzić Cię do naprawdę wielkich zmian. 💛
Jeśli czujesz, że jesteś właśnie w takim momencie życia:zmęczona, zagubiona zawodowo albo po prostu potrzebujesz spojrzeć na siebie i swoją sytuację z innej perspektywy, to pamiętaj, że nie musisz przechodzić przez tego sama. Czasami jedna rozmowa potrafi otworzyć w głowie zupełnie nowe drzwi i pokazać możliwości, których wcześniej w ogóle się nie widziało.
Dlatego zachęcam Cię też do przeczytania kolejnych artykułów tutaj na blogu. Piszę o rozwoju zawodowym w Niemczech, pewności siebie, pracy, zmianach, emocjach na emigracji i wszystkim tym, z czym mierzy się tak wiele kobiet każdego dnia. Może znajdziesz tutaj kawałek swojej historii albo odpowiedź, której właśnie teraz potrzebujesz.
A jeśli masz ochotę, podziel się też swoim doświadczeniem w komentarzu.
Z czym Tobie najtrudniej jest żyć bardziej „na luzie”?
Co najczęściej zabiera Ci spokój i energię?
Bardzo lubię czytać Wasze historie, bo często okazuje się, że inne kobiety czują dokładnie to samo. I nagle pojawia się coś bardzo ważnego — poczucie, że nie jesteśmy z tym wszystkim same.
Jeśli natomiast czujesz, że potrzebujesz indywidualnego wsparcia, chcesz odnaleźć swój kierunek zawodowy w Niemczech, wrócić do pracy, zmienić branżę albo po prostu odzyskać pewność siebie i zobaczyć swoje możliwości trochę wyraźniej, możesz do mnie napisać. Razem przyjrzymy się Twojej sytuacji i zobaczymy, jakie nowe możliwości mogą być dziś przed Tobą otwarte. 💛

