Rozwój zawodowy mamy na emigracji
Jak odnaleźć siebie i zacząć działać krok po kroku
MINDSETPRACA W NIEMCZECHKOBIETA NA EMIGRACJIMAMA NA EMIGRACJIROZWOJ NA EMIGRACJI
N.Cordero-Hilcher
5/25/20269 min read
Nie wiesz, od czego zacząć? Zacznij od tego, co już masz
Jest wieczór, dzieci w końcu śpią, w domu robi się trochę ciszej i teoretycznie właśnie teraz powinien przyjść ten moment, kiedy można odpocząć. Tylko że zamiast odpoczywać, bierzesz telefon i zaczynasz szukać. „Praca dla mam w Niemczech”, „jak zmienić zawód po 40”, „co robić po Elternzeit”, „jaki kurs warto zrobić w Niemczech”, „jak znaleźć lepszą pracę bez perfekcyjnego niemieckiego”. Po godzinie masz otwartych kilkanaście stron, trzy interesujące Weiterbildung, pięć nowych pomysłów i jeszcze większy mętlik w głowie niż przed rozpoczęciem poszukiwań.
Znam ten stan bardzo dobrze, i to z kilku różnych perspektyw. Znam go jako jobcoachka, bo od lat rozmawiam z kobietami, które przychodzą do mnie właśnie w takim momencie swojego życia. Znam go jako pedagożka, która wie, że rozwój człowieka rzadko przebiega według pięknej prostej linii od punktu A do punktu B. Znam go też jako mama, która doskonale wie, ile energii potrafi pochłonąć codzienne ogarnianie rodziny. I wreszcie znam go jako migrantka, bo sama od kilkunastu lat mieszkam w Niemczech i też musiałam odnaleźć swoje miejsce w kraju, którego język, zasady i rynek pracy nie były kiedyś dla mnie czymś oczywistym.
Dlatego kiedy kobieta mówi mi podczas coachingu: „Nie wiem, od czego zacząć”, bardzo rzadko myślę, że naprawdę nic nie wie. Najczęściej widzę przed sobą osobę, która wie i potrafi bardzo dużo, tylko ma w głowie tyle różnych informacji, obowiązków, możliwości i obaw, że trudno jej już zobaczyć, co z tego wszystkiego jest naprawdę jej.
Emigracja potrafi namieszać w poczuciu własnej wartości
Jedno zdanie słyszę wyjątkowo często: „Kiedyś byłam inna”. Kobiety opowiadają mi, że kiedyś były odważniejsze, bardziej zdecydowane, miały swoją pracę, znały ludzi, potrafiły załatwiać sprawy i wiedziały, w czym są dobre. Później przyszła emigracja, czasem dzieci, przerwa zawodowa, nauka języka i konieczność odnalezienia się w zupełnie nowej rzeczywistości. Nagle ta sama kobieta, która wcześniej prowadziła projekty, pracowała z klientami albo zarządzała zespołem, siedzi przez dziesięć minut przed telefonem, zanim zadzwoni do niemieckiego urzędu.
Sama znam takie sytuacje. Człowiek układa sobie wcześniej w głowie całe zdanie po niemiecku, przygotowuje odpowiedź, przewiduje trzy możliwe scenariusze rozmowy, po czym osoba po drugiej stronie mówi coś, czego oczywiście nie było w żadnym scenariuszu, i cały misterny plan właśnie się skończył. W takich momentach bardzo łatwo poczuć się mniej pewnie, chociaż przecież nasze kompetencje nie zniknęły w chwili przekroczenia niemieckiej granicy.
Zmieniło się otoczenie, w którym musimy z nich korzystać. Nowy język, inne procedury, inny system edukacji, inne zasady na rynku pracy, czasami brak własnej sieci kontaktów i kilka lat przerwy zawodowej potrafią zrobić swoje. Jeżeli przez dłuższy czas znajdujemy się w sytuacjach, w których nie czujemy się pewnie, zaczynamy czasem mylić „jeszcze nie wiem, jak to tutaj działa” z „nie potrafię”. A to są dwie zupełnie różne rzeczy.
Dlaczego nie zawsze zaczynam od pytania o pracę
Kiedy pracuję z kobietami nad zmianą zawodową, nie zawsze zaczynam od przeglądania ofert pracy. Właściwie często jest to jedna z ostatnich rzeczy, które chcę zrobić na początku. Jeżeli ktoś od dłuższego czasu czuje się zagubiony, nie wie, czego chce, nie potrafi nazwać swoich mocnych stron i jednocześnie ma poczucie, że powinien już „coś ze sobą zrobić”, kolejne dwieście ofert pracy zazwyczaj nie rozwiązuje problemu. Czasami powoduje tylko, że człowiek jest jeszcze bardziej zagubiony.
Porównuję to trochę do wejścia bardzo głodną do ogromnego supermarketu bez listy zakupów. Po godzinie można wyjść z mango, hummusem, chipsami, świeczką waniliową i trzema produktami kupionymi tylko dlatego, że były przecenione, a potem w domu odkryć, że właściwie nadal nie ma z czego zrobić obiadu. Z wyborem drogi zawodowej bywa podobnie. Jeżeli nie wiem, czego szukam, prawie każda możliwość przez chwilę może wydawać się dobra.
Dlatego dużo bardziej interesuje mnie na początku pytanie o to, jak dana kobieta chce żyć. To brzmi szeroko, ale w praktyce oznacza bardzo konkretne rzeczy. Ile godzin chciałaby pracować, czego potrzebuje jako mama, czy chce dużo kontaktu z ludźmi, czy woli spokojniejszą pracę, jak ważne są dla niej pieniądze, bezpieczeństwo, elastyczność albo możliwość rozwoju. Pytam też o to, czego już zdecydowanie nie chce, bo nasze wcześniejsze doświadczenia zawodowe są nie tylko źródłem kompetencji, ale również bardzo dobrą instrukcją obsługi samych siebie.
Dla mnie rozwój zawodowy nie zaczyna się więc od pytania: „Jaki zawód powinnam wykonywać?”, tylko dużo wcześniej, od próby zrozumienia siebie, swoich potrzeb, wartości, możliwości i aktualnej sytuacji życiowej.
„Ja właściwie nic szczególnego nie potrafię”
To chyba jedno z najczęstszych zdań, jakie słyszę w swojej pracy. Kobieta mówi mi, że długo nie pracowała, że w Polsce robiła coś zupełnie innego, że tutaj zajmowała się przede wszystkim dziećmi albo że nie ma żadnych szczególnych kompetencji. Zaczynamy więc spokojnie rozmawiać i po kilkunastu minutach okazuje się, że ta sama osoba przeprowadziła całą rodzinę do innego kraju, nauczyła się funkcjonować w obcym systemie, komunikuje się w kolejnym języku, organizuje życie rodzinne, załatwia sprawy urzędowe, pomaga znajomym w dokumentach, rozwiązuje codziennie dziesiątki problemów i potrafi tak zarządzać kalendarzem całej rodziny, że niejeden kierownik projektu mógłby robić notatki.
A jej podsumowanie nadal brzmi: „No tak, ale to przecież nic takiego”.
Jako pedagożka bardzo lubię pracować z podejściem zasobowym, ponieważ ono zmienia punkt, z którego patrzymy na człowieka. Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, czego jeszcze brakuje, zaczynamy sprawdzać, co już jest. Jakie doświadczenia ta osoba zebrała, czego nauczyła się po drodze, z czym już sobie poradziła, co przychodzi jej naturalnie i w jakich sytuacjach inni zwracają się właśnie do niej po pomoc.
Nie chodzi oczywiście o to, żeby do CV wpisać „2019–2026: kierowniczka chaosu rodzinnego, poziom ekspert”, chociaż czasami naprawdę mam ochotę stworzyć takie stanowisko. Chodzi o umiejętność spojrzenia na własną historię trochę szerzej i nauczenia się tłumaczenia swoich doświadczeń na język kompetencji.
Dlatego jednym z prostych ćwiczeń, które bardzo lubię, jest zapisanie tego, co przychodzi nam naturalnie, z czym inni zwracają się do nas po pomoc, z czego jesteśmy dumne i czego nauczyłyśmy się w ostatnich latach. Warto też przypomnieć sobie siebie sprzed emigracji i macierzyństwa. Nie po to, żeby tęsknić za dawną wersją siebie, ale żeby sprawdzić, co z tamtej kobiety nadal w nas jest i co chciałybyśmy ponownie wpuścić do swojego życia.
Niemiecki i słynne „najpierw muszę…”
Kolejnym tematem, który regularnie pojawia się w mojej pracy, jest język. Bardzo dobrze rozumiem, dlaczego brak pewności językowej potrafi blokować, ponieważ sama jestem migrantką i wiem, jak inaczej człowiek czuje się wtedy, kiedy może powiedzieć dokładnie to, co myśli, a jak wtedy, kiedy w głowie ma piękne zdanie, ale z ust wychodzi jego mocno uproszczona wersja.
Jednocześnie widzę też kobiety, które od dawna mogłyby zrobić zawodowo kolejny krok, ale wciąż czekają na moment, kiedy ich niemiecki będzie „wystarczająco dobry”. Najpierw B1, później B2, potem jeszcze C1, a gdzieś po drodze najlepiej całkowity brak błędów i zdolność spontanicznego dyskutowania o niemieckim systemie podatkowym przy porannej kawie.
Oczywiście są zawody, w których określony poziom języka jest konieczny i nie chcę tego bagatelizować. Jednak bardzo często widzę coś innego: kompetencje językowe kobiety rozwinęły się już dużo bardziej niż jej wiara we własne możliwości. Ona nadal ocenia siebie tak, jak oceniała dwa lata wcześniej.
Język rozwija się również przez działanie. Przez rozmowę z nauczycielką dziecka, telefon, Praktikum, Sprachcafé, rozmowę kwalifikacyjną czy pierwszą pracę. Nie trzeba więc czekać z całym życiem zawodowym do momentu, kiedy niemiecki stanie się perfekcyjny. Czasami właśnie kolejny krok zawodowy sprawia, że język zaczyna rozwijać się znacznie szybciej.
Nie musimy wszystkiego robić same
To jest temat, który znam również bardzo osobiście, bo emigracja potrafi świetnie wytrenować człowieka w samodzielności. Uczymy się szukać informacji, załatwiać dokumenty, organizować rodzinę i rozwiązywać problemy, więc po jakimś czasie automatyczną odpowiedzią na wszystko staje się: „Dobra, jakoś to ogarnę”.
Tylko że fakt, że potrafimy coś zrobić same, nie oznacza jeszcze, że zawsze musimy.
W swojej pracy spotykam kobiety, które przez wiele miesięcy samodzielnie próbują znaleźć odpowiedni zawód, poprawiają CV po raz dziesiąty, zapisują kolejne kursy i szukają odpowiedzi w internecie. Czasami jedna dobrze poprowadzona rozmowa pozwala im uporządkować więcej niż kolejne tygodnie samotnego analizowania.
Jeżeli jesteś zarejestrowana w Jobcenter albo Agentur für Arbeit, warto również sprawdzić, jakie formy wsparcia są dostępne w Twojej indywidualnej sytuacji. Mogą to być kursy, Weiterbildung, wsparcie w zmianie zawodowej czy indywidualny jobcoaching finansowany na przykład poprzez AVGS. Sama pracuję z kobietami właśnie w takim procesie i bardzo często widzę, że największą zmianą na początku nie jest wcale znalezienie konkretnej pracy. Jest nią odzyskanie poczucia, że znowu mam jakiś wpływ na to, co będzie dalej.
Praca powinna pasować również do Twojego życia
Z wiekiem i własnym doświadczeniem coraz mniej wierzę w jedną definicję zawodowego sukcesu. Kiedy rozmawiam z kobietami, widzę bardzo różne potrzeby. Jedna chce się rozwijać i awansować, druga marzy o własnej działalności, trzecia chce wrócić do zawodu, który wykonywała przed emigracją, a czwarta chce po prostu znaleźć spokojną pracę na 25 godzin tygodniowo, odbierać dziecko bez codziennego sprintu przez pół Berlina i mieć wieczorem jeszcze trochę energii na własne życie.I każda z tych wersji jest w porządku. Dlatego bardzo lubię odwracać pytanie. Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, do jakiej pracy możemy się dopasować, warto sprawdzić, jaka praca może pasować do życia, które chcemy prowadzić. Nasze potrzeby zmieniają się przecież wraz z etapem życia. To, czego potrzebowałyśmy mając 25 lat, nie musi być tym samym, czego potrzebujemy jako mamy po czterdziestce, po emigracji, kilku zmianach zawodowych i całej masie doświadczeń, których wcześniej nie miałyśmy.
Najtrudniejsze bywa nie „jak?”, tylko „od czego zacząć?”
Mam wrażenie, że właśnie tutaj wiele kobiet się zatrzymuje. Nie dlatego, że są mało zmotywowane albo leniwe, tylko dlatego, że próbują zobaczyć od razu całą drogę. Chcą wiedzieć, jaki zawód wybrać, jaki kurs zrobić, czy zostanie uznane wykształcenie, ile będą zarabiać, jak pogodzić pracę z dziećmi i czy za trzy lata nadal będą zadowolone ze swojej decyzji.Rozumiem tę potrzebę, ale życie zawodowe rzadko daje nam możliwość sprawdzenia wszystkich odpowiedzi przed wykonaniem pierwszego ruchu.
Dlatego sama dużo bardziej wierzę w małe kroki. Można sprawdzić jeden zawód, porozmawiać z jedną osobą, znaleźć jedną Weiterbildung, wysłać jedno CV albo przez godzinę naprawdę przyjrzeć się swoim kompetencjom. Po wykonaniu tego kroku zwykle widzimy trochę więcej i dopiero wtedy możemy zdecydować o następnym.To właśnie próbuję przekazywać kobietom, z którymi pracuję: nie musisz dzisiaj wiedzieć, gdzie będziesz za pięć lat. Dobrze byłoby natomiast wiedzieć, jaki krok możesz zrobić teraz.
Bo Ty naprawdę nie zaczynasz od zera
Jeżeli miałabym zostawić Cię po tym artykule z jedną myślą, byłaby właśnie ta. Kiedy zmieniamy kraj, wracamy na rynek pracy po przerwie albo zaczynamy zastanawiać się nad nowym kierunkiem zawodowym, bardzo łatwo pomyśleć, że trzeba wszystko zaczynać od początku.
Tymczasem nie zaczynasz od zera. Zaczynasz z całym swoim doświadczeniem, także tym, którego do tej pory nie traktowałaś jako zawodowe. Zaczynasz ze znajomością siebie, doświadczeniem emigracji, kompetencjami zdobytymi w pracy i poza nią, z rzeczami, które Ci się udały, ale również z tymi, które kompletnie nie wyszły i dzięki którym dzisiaj wiesz o sobie trochę więcej. Dlatego zamiast po raz kolejny zaczynać od pytania: „Czego jeszcze mi brakuje?”, spróbuj przez chwilę zacząć od innego: „Co ja już mam i co mogę z tym zrobić?”
Właśnie od tego zaczynam bardzo wiele procesów coachingowych i właśnie dlatego tworzę również moje materiały do samodzielnej pracy. Chcę, żeby pomagały nie tylko czytać o zmianie i przez chwilę czuć motywację, ale rzeczywiście usiąść ze sobą, nazwać swoje zasoby, zobaczyć możliwe kierunki i zrobić pierwszy krok.
Jeżeli więc jesteś teraz w takim miejscu, w którym czujesz, że chciałabyś coś zmienić, ale nie wiesz jeszcze dokładnie co i od czego zacząć, zajrzyj do mojego sklepu. Znajdziesz tam workbooki i materiały, które stworzyłam właśnie po to, żeby przeprowadzić Cię przez ten pierwszy etap spokojnie i konkretnie, podobnie jak robię to podczas pracy coachingowej.
Nie znajdziesz tam magicznego testu, który po dziesięciu pytaniach oznajmi Ci, kim masz zostać. Sama zresztą nie chciałabym, żeby ktokolwiek w taki sposób decydował o moim życiu. Znajdziesz za to pytania, ćwiczenia i narzędzia, które pomogą Ci lepiej zobaczyć to, co już w Tobie jest, i zastanowić się, co możesz z tym zrobić dalej. Bo czasami naprawdę nie potrzebujemy kolejnej odpowiedzi z Google.Potrzebujemy wreszcie trochę uważniej posłuchać własnej.
Kontakt
hello@motywacyjnykop.com
+49 176 2014 3082
© 2026. All rights reserved.

